Od czasu powodzi stulecia w 1997 r., gdy służby zostały sparaliżowane przez niedowład systemów łączności, powstało kilkanaście koncepcji całkiem nowego systemu. Do dziś żaden nie został wprowadzony w życie.

– Poszczególne rządy działały w kwestii budowy systemu łączności na zasadzie „a nuż się uda przetrwać kolejny dzień bez problemów” – kwituje Wacław Iszkowski, prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.

W efekcie zamiast ogólnokrajowego systemu łączności wciąż działamy w Polsce strategią wysp – tak było choćby przed Euro 2012, kiedy w niektórych dużych miastach kupowano sprzęt i tworzono systemy łączności. Każdy na własną rękę.

– Skrócenie czasu działania dzięki dobrej łączności jest kluczowe w ratownictwie. Rzadko bierze się to pod uwagę, a przecież ludzie umierają, gdy pomoc przychodzi za późno – mówi portalowi money.pl Piotr Rutkowski, ekspert telekomunikacyjny i wiceprezes funduszu mikroMakro. Zaznaczając tym samym, że system łączności to nie tylko kwestia czasu reakcji podczas kryzysu czy takich ataków jakie miały miejsce w Paryżu.

Czy brak jednolitego systemu łączności oznacza chaos w komunikacji służb? Aż tak źle nie jest, bo – jak zaznacza ekspert – wszyscy zdają sobie sprawę z „dziur komunikacyjnych”. I radzą sobie z nimi na swój sposób. – Gdy organizowaliśmy konferencję przed jedną z imprez sportowych w Sopocie, zostały przeprowadzone ćwiczenia. Niektórzy policjanci i strażacy mieli po 3 radiotelefony, każdy w innym systemie! – mówi Piotr Rutkowski.

Jednym z orędowników systemu łączności dla wszystkich służb mundurowych i specjalnych był Ryszard Kalisz, szef MSWiA w rządzie Marka Belki w latach 2004-2005. – Chodziło chociażby o to, by każdy policjant mógł w każdej chwili dowiedzieć się wszystkiego na temat osób podejrzanych. Ta koncepcja miała być zrobiona w ramach offsetu przy zakupie samolotów F-16 od USA – przypomina w rozmowie z money.pl. Koszt tego projektu był szacowany na miliard złotych.

Jak mówi Kalisz, powstała wtedy specjalna spółka Tetra Polska i z nią „były prowadzone długie i intensywne rozmowy, które nawet zmierzały do zakończenia”. – W ostatnim momencie okazało się, że ta spółka za dużo chce, a za mało daje i do podpisania umowy nie doszło. Od tego czasu minęło 10 lat, a nadal nie ma takiego systemu – dodaje.

Były polityk SLD promuje inny pomysł na system łączności: oparty nie na bazie stacji przekaźnikowych, a światłowodów. – Ta koncepcja została już opracowana i jest zaawansowana. Czekamy, czy nowy rząd się tym zainteresuje – mówi portalowi money.pl Kalisz. Nowy system miałby kosztować około 1,5 mld zł. Eksperci nie są jednak przekonani do sensowności takich wydatków.

Jak zwraca uwagę Wacław Iszkowski, prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, tworzenie systemu łączności nie musi polegać na budowie nowej infrastruktury. – Jeszcze na etapie tamtego projektu pojawiały się głosy, że może nie warto budować tego osobno, tylko zrobić wewnętrzny roaming wszystkich operatorów – mówi w rozmowie z money.pl.

Piotr Rutkowski dodaje, że ze względu na szybki postęp technologii, koszt takiego systemu to raczej setki milionów, a nie miliardy. – To przestała być kwestia kosztów. Te inwestycje są o wiele, wiele niższe, niż kiedy to pierwszy raz szacowano i planowano, czyli prawie 20 lat temu – przekonuje ekspert. – Według niektórych pomysłów państwo nawet nie musi samo tworzyć takiego systemu, tylko płacić za usługę – mówi. Jak wyjaśnia, budowę systemu można zlecić operatorowi komercyjnemu, jak to zrobiono w Norwegii.

Kto zabierze się za system, który przez lata leżał odłogiem? Iszkowski mówi, że inicjatywa w kwestii tworzenia systemu łączności należy do rządu. Podkreśla jednak, że jest jeszcze zbyt wcześnie, by rozliczać z tego nową ekipę rządzącą. – Trzeba poczekać przynajmniej na deklaracje nowych ministrów, wtedy będzie można ich o to pytać – doradza.

Jak podkreśla Rutkowski, odpowiedzialność jest rozproszona nawet na kilka ministerstw. – Trzeba kogoś, kto weźmie wszystkich za twarz i ich pogodzi – ocenia rozmówca money.pl.

Za jedną z takich osób w nowym rządzie PiS uchodzi Anna Streżyńska, była prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej, obecnie minister cyfryzacji. Streżyńska skomentowała dla money.pl tę kwestię krótko: – Przez lata nie było pieniędzy i woli politycznej. Co do realizacji teraz, jeśli podejmę się tego zadania, które nie leży w kompetencjach ministerstwa, ale może leżeć, jeśli tak zdecyduje premier, to sama dobiorę sobie zespół – zapewnia.

źródło: money.pl

Podziel się na:
  • PDF
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik